Może to sprawa typu: oko za oko.

94

– Sam już nie wiem, co myśleć.
miała wyjechać? Trzy miesiące? Sześć? Na czas nieokreślony? Czy miała pojechać do Los Angeles? A może do San Francisco? Dlaczego tego nie pamięta? Spojrzała na kalendarz i zmarszczyła brwi. Kiedy miały ostatnie spotkanie? Nie w czerwcu. Przewróciła kartkę na maj... też nie... albo po prostu zapomniała zapisać w kalendarzu. Objęła głowę rękami i spróbowała się zastanowić. Jak nazywali się psychiatrzy, których poleciła jej doktor Wade? Albo przynajmniej ci, którzy pracowali z doktor Wade w tym samym starym budynku przerobionym na gabinety? Był tam chyba jakiś doktor Nash czy Nichols, a może Newell, jakoś tak... Może mogłaby do niego zadzwonić. Siedziała wpatrzona w telefon i nagle zdała sobie sprawę, że nie może wziąć ot tak, z powietrza czy z książki telefonicznej jakiegoś nazwiska. Musi to być ktoś, komu zaufa, zanim zdecyduje się opowiedzieć o swoim życiu. Strasznie pokręconym życiu. Oskar szczeknął cicho. Zerknęła w okno. Przez zielone gałęzie sasafrasu dojrzała samochód policyjny skręcający w uliczkę za jej domem. Serce jej zamarło. A to co? Popędziła do sypialni, w której brakowało firanek i pościeli, a na podłodze leżał mokry dywan. Oskar podreptał za nią i przekrzywił łepek, a ona patrzyła przez szklane drzwi na policyjny samochód, który właśnie zatrzymał się na tyłach domu, przy pojemnikach na śmiecie. To nie wróżyło nic dobrego... nic a nic. Znów obrzuciła wzrokiem sypialnię. Czy będą chcieli tu zajrzeć? Czy zniszczyła dowody? Dowody czego? Z trudem przełknęła ślinę. Z samochodu wysiadły dwie osoby: wysoki, tyczkowaty mężczyzna o ciemnych włosach i ponurej twarzy, i kobieta, szczupła, ze sterczącymi platynowymi, prawie białymi, włosami, w okularach słonecznych. Caitlyn wydawało się, że zna tę policjantkę. Nonsens, skąd miałaby ją znać? Policjantka spojrzała na dom, a Caitlyn ukryła się za ścianą, żeby nie zostać przyłapaną na gapieniu się. Jak morderca w starym czarnym kryminale. Tak jakby rzeczywiście miała coś na sumieniu. Popadasz w paranoję. Uspokój się. Nie mogła jednak powstrzymać łomotu serca. Nagle zauważyła, że na futrynie drzwi do garderoby pozostał ślad krwi. Wspaniale. Po prostu... wspaniale. Oskar warczał i gdy wzięła go na ręce, spostrzegła, że przez bandaże na nadgarstkach zaczęła przesączać się krew. Z rozmysłem obciągnęła rękawy bluzy. Lepiej, żeby wścibscy policjanci nie zobaczyli czerwonych śladów i opatrunków na rękach. Nie, żeby musiała coś ukrywać. Poza litrami krwi rozsmarowanymi po całej sypialni. No dobrze miała niewielki krwotok. Albo nawet całkiem spory. Krwotok z nosa. I próbowała podciąć sobie żyły. No i co z tego? To nie zbrodnia. A to jest jej własny dom, jej własne miejsce na ziemi. Więc nie ma się czego bać. Wszystko w porządku? Tylko ta krew... tak jej dużo... jak mogła nic nie zapamiętać? Za dużo alkoholu? Kolejny urwany film? Boże, nie! Cokolwiek się tu stało, było przerażające. Cholernie przerażające. A przypuszczenie, że sama się tak okaleczyła, było wręcz potworne. Policjanci obeszli dom i gdy Caitlyn przeszła do gabinetu, zobaczyła, że stoją przy furtce przed domem. Przed chwilą łudziła się jeszcze, że przyjechali do któregoś z sąsiadów, ale teraz... Do ciebie przyjechali. Przez ten cały bałagan w sypialni. Przyjechali, ponieważ coś zrobiłaś. Oni skądś wiedzą, co się stało. A ty nie wiesz.
Serce bolało ją na myśl o wszystkim, co straciła. A teraz już za późno. Psychopatka nie
nadal usiłowała mydlić mu oczy. – Dlaczego to robisz? Dlaczego mnie nękasz? Czego
plasterki sera, starał się ustalić miejsce ich pobytu.
jej znajomi ze studiów znają się na odpowiedniej charakteryzacji. I na fotografii.
O1ivia się wzdrygnęła.
Wstrząsający raport Legionu Chrystusa: 170 ofiar księży pedofilów – Coś ci się rzuciło w oczy? Może samochód w pobliżu?
– Tak. Zobaczyłem to w poczcie, uznałem, że to tylko twoja sprawa, więc... – Wzruszył
Dawn jak zwykle popadała w skrajności. W jednej chwili Bentzowi wydawało się, że
malowniczości. Wszędzie wzrok kusiły kwiaty i czerwone dachówki. Gdy zapadał zmierzch,
zacznij od konkretów.
O1ivia to wyczuwała.
cholery? Nie, nie... Mam! – Pstryknęła palcami. – Misja San Miguel, tak! Był dla nich
Dług szybciej się przedawni

się w szczegóły. Wyprowadziła Willow z budynku.

Liz patrzyła, jak Gloria odwraca się, podchodzi do drzwi, otwiera je i przekracza próg.
wtorkowy wieczór i dzieci leżały już w łóżkach. Właśnie wyprowadziła
Widziała, że jej osoba budzi odrazę.
- Panno Stoneham, co proponowałaby pani na przyszłość? - ciągnęła lady Helena.
przerażało ją.
Aichmofobia - jak pozbyć się lęku przed ostrymi przedmiotami? zebrała się na odwagę.
się to na jej nauce.
- A dlaczego postanowiłeś mi się oświadczyć? - Była nieubłagana.
ci łatwo, ale powiedz mi jedno - spytała, nim Willow zdołała
CZĘŚĆ VII Raj
film dziennik spoconą i zapłakaną buzię. - Kucharka powiedziała mi po kolacji,
że przybrany syn pani Caird przyjechał do Tradition. Gdy gosposia
Zaczęła właśnie jeść placek, gdy zaniepokoiły ją dziwne hałasy, dobiegające z tyłu. Z początku wzięła je za walki kosów w zaroślach, ale po chwili wyraźnie usłyszała płacz. Odłożyła ciasto, wzięła parasolkę i ostrożnie udała się w stronę krzaków.
- Mam nadzieję - odparł markiz niezobowiązująco.
Panna C. H.-W. przebywa w rodzinie bardzo szanowanej. napisała. Oczywiście, to nieprawda. Lady Helena jest ekscentryczką, poszanowanie zaś markiza było mocno wątpliwe. Zamierza tam pozostać, chyba ze będzie magla sama decy¬dować o swojej przyszłości. Czy to aby nie za mocne słowa? Jest w końcu niepełnoletnia. Może powinna to nieco złago¬dzić, szczególnie jeśli chce, żeby Jameson renegocjował jej związek? A jakby tak napisać: Pragnie, by jej przyszłość stała się sprawą obopólnego porozumienia. Tak, to brzmi lepiej. Jak tu zakończyć? Może: Pełne szacunku pozdrowienia dla wszystkich. Jameson zrozumie, że ma na myśli matkę. Na koniec numer skrytki.

©2019 www.salis.w-swieca.glogow.pl - Split Template by One Page Love